04/12/2016

3. Follow the signs



Ciekawa jestem, czy też mieliście tak, że zupełnie niespodziewanie pod wpływem jakiegoś impulsu zmieniliście swoje plany, cele czy sposób ich realizacji, bo zwyczajnie wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że powinniście to zrobić? Żałowaliście? 

Dziś raczej krótko, zwięźle i na temat. Kolejny tydzień, więc czas na kolejny krok spośród dziesięciu, które wskazała nam Garance Dore. To już trzeci, a brzmi on „kieruj się znakami”. Tak po prostu. Pytanie tylko, gdzie szukać tych znaków? Nie szukać! Sztuka polega na tym, że odnajdywanie znaków to jakby nasz „szósty zmysł”. Przyjmujemy je do swojego umysłu zupełnie nieświadomie. Bardzo często dopiero po czasie orientujemy się, że coś nas ku danej sprawie skierowało, na co dzień te rzeczy, stany, czy czynności są dla nas niezauważalne.  

Przygotowując tego posta i myśląc o tych znakach doszłam również do innych wniosków – a mianowicie, że warto przełamywać schemat. Często zauważamy te wszystkie wskazówki, ale nie chcemy im się podporządkować, „posłuchać” ich i pójść za nimi, bo najzwyczajniej w świecie zaburzają nam nasz plan. Tymczasem myślę, że warto iść pod prąd. Może nas to doprowadzić do zupełnie innej, być może lepszej pozycji czy sytuacji. W końcu zasady są po to, by je łamać!
                 

25/11/2016

2. Getting lost and find the right way



                Dużo prostsze byłoby uczyć się na cudzych błędach, jednak człowiek został tak dziwnie „zaprogramowany”, że potrafi wyciągać wnioski tylko z własnych przewinień. Może właściwe i motywujące będą tu słowa irlandzkiego pisarza Jamesa Joyce’a, który powiedział kiedyś, że „błędy są wrotami do odkryć”. 

                Tydzień temu pisałam Wam o „10 krokach do sukcesu” i pierwszy z nich brzmiał „zacznij tam, gdzie jesteś”, dziś pora na drugi krok – „Pobłądź i znajdź właściwą drogę”. Może się to wydawać dość banalne, ale wielu ludzi chciałoby wszystko już i teraz. Tymczasem dochodzenie do swojego sukcesu to proces, nie od razu Rzym zbudowano, jak mawiają. 

                Każdy chciałby postępować bezbłędnie, podejmując właściwe decyzje i wybierać odpowiednie środki do realizacji swoich zamierzeń. Niestety tak się nie dzieje, wszyscy popełniają błędy, niektórzy tylko się do tego nie przyznają. Pomyłki mogą być mniejsze lub większe w skutkach, jednak cieszmy się, że je popełniamy. Jesteśmy tylko ludźmi i nasze błędy są dobre! Uczą nas pokory, czynią silniejszymi i sprawiają, że chcąc uniknąć porażki nie postąpimy tak drugi raz. Niestety rzadko kiedy zdarza się, że ludzie nauczą się czegoś na cudzych błędach. To, jak z dzieckiem, które dopóki się nie poparzy dopóty nie będzie wiedziało, że wrzątek jest niebezpieczny. 

                Błędem będzie też zamykanie się na nowe możliwości, bo przekonanie, że wybraliśmy dobrze jest silniejsze. Nie zawsze pierwszy wybór jest właściwy. Warto próbować różnych rzeczy, żeby przekonać się, co naprawdę jest dla nas najlepsze. 

                Pamiętaj również, że „nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” – wierzę, że to powiedzenie ma swoją moc. To cała prawda. Często zdarza się, że wydarzenia, których wolelibyśmy uniknąć są szansą do znalezienia swojej drogi. Nauczyłam się jednak, że to błędy napędzają ludzi do skuteczniejszego działania i są one fantastyczną drogą do rozwoju. Pomagają one nam stawać się coraz to lepszymi.

18/11/2016

1. Start where you are



Potrzeba wiele determinacji by zrealizować swoje cele. Większość ludzi czeka na odpowiedni moment, który często nigdy nie nadchodzi – dlatego „zacznij tam, gdzie jesteś!”.

Parę dni temu skończyłam czytać książkę Garance Doré „Love Style Life”, którą zapewne większość z Was zna lub kojarzy. Autorka, jak sama pisze, zabiera nas „w podróż po krainie stylu”, dlatego zdziwiłam się, że wyciągnęłam z tej pozycji parę wniosków i pomysłów na nowe posty, dotyczące oczywiście motywacji i działania. No więc do rzeczy…

W lekturze znajduje się rozdział pt.: „10 kroków”, ja dopowiedziałam sobie, że to „10 kroków (do sukcesu)”, dotyczy on bowiem realizacji siebie i swoich planów – dlatego też tak bardzo mi się spodobał. Spostrzeżenia artystki były bardzo trafne, ja jednak chciałabym je przedstawić z mojego punktu widzenia i nieco rozwinąć. Pierwszy krok brzmi „zacznij tam, gdzie jesteś”. 

Zarówno pani Garance Doré, ja, jak i zapewne większość z Was nie miała tego szczęścia i nie urodziła się w wielkim mieście z mnóstwem możliwości. W mniejszych miastach, miasteczkach, czy wsiach nie ma miejsc, gdzie można rozwijać się kulturowo, nie wspominając już o rozwijaniu różnych pasji. Ludzie mający do tego dostęp po prostu mają łatwiej. Nie znaczy to, że ma nas to powstrzymać przed ciężką pracą i realizowaniem swoich marzeń, bo urodziliśmy się w nieodpowiednim miejscu. (Wręcz przeciwnie, gdy byłam w liceum moja nauczycielka geografii, powiedziała nam przed maturą, że powinniśmy się uczyć, bo wygryzą nas „słoiki”. Wszyscy wymienili spojrzenia, a na sali było słychać szmery uśmieszków. Dodała, że to właśnie oni zajmą nasze miejsca na uczelniach, bo mają większą motywację, wiedząc, że to ich szansa by wydostać się ze swoich miasteczek i rozpocząć lepsze życie, a my mieszkając we Wrocławiu, czyli mieście studenckim, już to mamy i przez to spoczywamy na laurach. Miała dużo racji.) Oczywiście nieodpowiednie miejsce, z którego pochodzimy można interpretować inaczej, ale uważam, że wszystko jest do pokonania, wystarczy chęć i zaangażowanie. 

Kolejnym czynnikiem wpływającym na odkładanie naszego sukcesu jest strach lub brak samodyscypliny. Wiele osób odracza termin swoich marzeń na „kiedyś”, czekając na odpowiednią chwilę. Taki moment zwykle nigdy nie nadchodzi, sytuacja nigdy nie jest odpowiednia i wystarczają dobra. Pomyśl, że za rok możesz żałować, że nie zacząłeś dzisiaj. Na mnie zawsze to działa, nigdy nie potrafiłam być wystarczająco zawzięta by prowadzić tego bloga systematycznie. Efektem tego jest to, że ciągle raczkuję, a pierwszy blog jaki założyłam miał swój początek ok. 4 lat temu. Pluję sobie w brodę, że gdybym była bardziej zdyscyplinowana, to dziś miałby on o wiele więcej czytelników, a ja mogłabym być w innym miejscu i z innymi doświadczeniami. 

Ostatnią przeszkodą, o której chciałabym wspomnieć jest wpływ otoczenia, w którym się znajdujemy. Miałam to szczęście, że nigdy nie mówiono mi, co powinnam robić w życiu i jak. Zdarzają się jednak przypadki, i to bardzo często, kiedy na dzieci spadają niespełnione ambicje ich rodziców. Wiąże się to z tym, że dziecko nie tyle ma narzucone, co powinno robić, ale także zabiera się mu możliwość i czas na realizację własnych postanowień i zamiarów. Myślę, że wszystko zależy od charakteru, ale w takiej sytuacji warto się sprzeciwić i realizować własne ambicje, często nawet bez wsparcia i pomocy, da to jednak podwójną radość, gdy zaczną być widoczne efekty. 

Podsumowując moje dość chaotyczne wypociny, skupmy się na swoich wartościach i celach. Pokonujmy przeciwności i małymi krokami posuwajmy się wciąż na przód. Zacznijmy DZISIAJ i w tym miejscu, gdzie jesteśmy. To najlepsze miejsce.

11/11/2016

Self-discipline!


 It's funny that today's post is about self-discipline and its author has tried to write it for two months. I'm back here with many ideas and motivation. Let's get started!
A few days ago my friend inspired me to make this note. He complained he has too many work because he still put it for later. How many times did YOU do it? I'm sure that many... I did it too and I'm still fighting with it. But the key word is "self-discipline". It is a characteristic of leaders, bosses and business owners.
Remember that only one person who restricts you is you! And the key to success is proper planning time.
1) LONG-TERM PLANNING - type every deadlines, projects and important events in your calendar and plan what and how to do in this time
2) ESTIMATE - estimate how much work you have and plan it in time - you will be more effective
3) STRONGEST - every morning write things that you should do during the day, begin with the most important /

Zabawne, że dzisiejszy wpis będzie o samodyscyplinie, a jego autorka zbierała się ponad dwa miesiące, żeby go napisać. Przecież lepiej późno niż wcale! Wracam na bloga z mnóstwem pomysłów i motywacji. Postawiłam sobie ultimatum, jak często powinny pojawiać się posty i chcę w tym wytrwać! Nie chcę jednak przedłużać...
Tytułem wstępu: całkiem niedawno pewien znajomy zainspirował mnie do napisania tego posta. Mówił o tym, że jest potwornie zawalony robotą, bo wszystko jak zwykle odkłada na ostatnią chwilę. „Paula, proszę naucz mnie tego” powiedział, gdy zaczęłam mówić o samodyscyplinie. Oto jestem!
Ile razy TY obiecywałeś sobie, że zrobisz coś wcześniej, a i tak kończyło się na tym, że wszystko zostawiałeś na ostatnią chwilę i siedziałeś po nocach, żeby np. wykonać projekt? Zapewne wiele…
Robiłam tak samo, do dziś z tym walczę, ale na tym właśnie polega doskonalenie samodyscypliny. Cechy niezbędnej dla przyszłych leaderów, szefów i właścicieli biznesu.
Pamiętaj, że jedyną osobą, która Cię ogranicza jesteś Ty sam, a kluczem do sukcesu jest odpowiednie rozplanowanie czasu.
1)      Najłatwiej jest zacząć od zaplanowania długoterminowego – wpisz w terminarz daty wszystkich „deadline’ów”, projektów, ważnych wydarzeń i zaplanuj co i jak powinieneś przygotować do tego czasu,
2)      Oszacuj, jak dużo masz pracy i zaplanuj ją w czasie – będziesz dużo bardziej efektywny gdy podzielisz to na części, niż gdy będziesz robił wszystko na raz
3)      Codziennie rano wypisz rzeczy, które powinieneś wykonać danego dnia – zaczynając od tej, która jest danego dnia najważniejsza, albo zaznacz „moc” i znaczenie przy każdej czynności 
 

4) PLANNING - plan how much time you want to devote on every single thing - set the timer to count down the time and work
5) CHECK LIST - make a check list to see your progress
I'd like to know what you do to mobilize yourself. Write in comments. (As always - sorry for my english - I'm trying, ok?) xo /

4)      Zaplanuj, ile czasu chcesz poświęcić na daną czynność – to bardzo pomaga, jeśli nie możesz się zebrać do zrobienia czegoś, postanów, że np. chcesz się wyrobić z tym przez godzinę i działaj. Ustaw timer, by odliczał Ci czas i rób swoje!
5)      Wielu osobom pomaga „check lista”, na której odznacza się rzeczy, które już się zrobiło – widać wtedy efekty tej pracy, co motywuje do dalszego działania
6)      Przeanalizuj, kiedy możesz coś zrobić – pomyśl, ile razy wykorzystałeś wolną chwilę na przeglądanie Facebook’a lub inne bezproduktywne zajęcia, a później żałowałeś, że nie możesz gdzieś wyjść ze znajomymi lub robić inne przyjemne rzeczy, bo utkwiłeś z robotą na dzień przed, wspomnianym już, deadlinem, lub co gorsza zarywałeś noc, lub poświęcałeś się w inny sposób
7)      Najczęściej wygrywa z nami lenistwo, mobilizacja jest tutaj najważniejsza – kiedy wpadnie się w rytm pracy to już wszystko idzie z górki, najgorzej jest zacząć, ale to Ty sam się od tego odwodzisz.

Z chęcią dowiem się, jakie są Wasze sposoby na radzenie sobie z własną mobilizacją. Piszcie w komentarzach i pomóżmy sobie nawzajem! ;) 

01/08/2016

A huge energy - gratitude

 Have you ever wondered how many do you own? Doubtless not because people usually focus on what they want to have. That's why today I'd like to talk about a huge energy which is gratitude. It is said that people appreciate something what they had only when they lose it. It is because of we cannot be grateful for everything we have.
The thing which we'd like to have, for example a new sport cart, is fantastic when we don't own it yet. It is unavailable and we dream about it. It is the most valuable thing on the world. After some time we buy that car but we are happy about it just a moment. We're getting used to it and suddenly our supercar is just a car which we use every day. Now a value of the car drops, BUT... one day we're going to work, we are angry because of a traffic or we are late and at the same time other stressed out driver causes an accident. Everybody are alive but cars have to be transported to a mechanic. Only now when you don't have any vehicle, you don't have your car you know how important is the car for you. Its value increases. We appreciate after the fact how much this item meant for us. I hope that the example was quite clear.
I'd like everybody to have learned to enjoy the little things and BIG things. The big things are all we have. Stop focusing on what you're missing, think about that hundreds or thousands people all over the world even not dream about what you already have.
It's very easy to get used to everything that surrounds us and we still want more and more but if one day someone cut you from everything that you currently own you have seen how much you miss it.
You should also be grateful for your life and it makes that you will change your frame of mind. Think about it how many people live in poorness or where is a war. They envy you because you live in the save country. 
So how to practice a gratitude? There are some ways, one of them is a meditation. I also know a woman who after waking up she raises her hand and she thinks about 5 positive aspects in her life (every for one finger). I personally use a "Five Minute Journal" by Mimi and Alex Ikonn. It is a journal which we use at the morning and then before we get to sleep. It helps me to enter into the day with a good mood.  
Appreciate what you have, because you feel the value of it all, until tomorrow, when perhaps you will lose it. (Sorry for my english, I've tried). Enjoy! /

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wiele masz? Zapewne nie, bo bardzo często ludzie skupiają się na tym, czego im brakuje, a nie na tym co już mają. Dlatego tym razem, chciałabym omówić kwestię pewnej potężnej energii, jaką jest wdzięczność. Nie bez powodu mówi się, że człowiek doceni coś co miał, dopiero kiedy to straci, to wszystko dlatego, że nie potrafimy być wdzięczni za to, co posiadamy, lub jacy ludzie nas otaczają. 
Dana rzecz, której tak bardzo pragniemy, niech to będzie na przykład nowy sportowy samochód, jest taka wspaniała, kiedy jeszcze jej nie mamy, jest dla nas nieosiągalna i marzymy o niej, jakby było to coś najcenniejszego na ziemi. Po pewnym czasie, gdy zdołaliśmy już odłożyć daną kwotę pieniędzy, by kupić sobie ten nowy samochód, lub nabywamy go w inny sposób, cieszymy się nim tylko przez pewien, stosunkowo krótki czas. Przyzwyczajamy się do niego, nagle to wspaniałe auto, które swego czasu tak bardzo pragnęliśmy, zamienia się w zupełnie zwyczajny przedmiot, którego codziennie używamy. Tutaj wartość tej rzeczy diametralnie spada w naszych oczach, ALE... pewnego dnia jedziemy swoim samochodem do pracy, denerwujemy się, że musimy stać w korku lub, że jesteśmy już spóźnieni i w tym samym czasie inny zdenerwowany kierowca, przez pośpiech lub nerwy doprowadza do wypadku, w którym na szczęście nikt nie ma poważniejszych obrażeń, ale oba samochody muszą odbyć wizytę u mechanika, ponieważ doszło do różnych awarii. Dopiero teraz, kiedy na kilka dni musimy zostać bez samochodu, jego wartość z powrotem wzrasta. Nagle czujemy, jak wygodnie było nam, kiedy jednak mieliśmy ten pojazd. Doceniamy dopiero po fakcie, jak wiele ten przedmiot dla nas znaczył. Mam nadzieję, że przykład był dość przejrzysty. 
Chciałabym, żebyśmy wszyscy nauczyli się po pierwsze cieszyć się z małych rzeczy, takich, jak to, że świeci słońce, a my akurat tego dnia mamy wolne; albo z tego, że mają przyjść goście, a ciasto, które robiliśmy dla nich wyszło przepyszne, są to drobne rzeczy, które, gdyby ich nie było, mogłyby nas mniej lub bardziej podirytować. Bo zastanów się, czy pani domu nie zdenerwowałaby się gdyby na chwilę przed wizytą gości wyciągnęła z piekarnika zakalec?  
Po drugie cieszyć się z DUŻYCH rzeczy. Są to te wszystkie rzeczy, które już mamy. Przestań skupiać się na tym, czego Ci brakuje, pomyśl o tym, że setki, o ile nie tysiące ludzi na całym świecie, nawet nie marzy o tym, co Ty JUŻ masz. 
Bardzo łatwo przyzwyczajamy się do wszystkiego, co nas otacza, i wciąż chcemy więcej i więcej, jednak gdyby pewnego dnia ktoś odciął Cię od tego wszystkiego, co aktualnie posiadasz, dostrzegłbyś, jak bardzo Ci tego brakuje. 
Po trzecie, poczuj wdzięczność za swoje życie, a to sprawi, że zmienisz swoje samopoczucie. Pomyśl przez chwilę, jak dużo jest ludzi, żyjących w krajach trzeciego świata, lub w miejscach ogarniętych przez wojny, którzy chcieliby teraz być na Twoim miejscu, bo żyjesz w bezpiecznym państwie. 
Skupmy się teraz na tym, jak praktykować swoją wdzięczność. Słyszałam już kilka wersji tego, jak ludzie to robią. Jedni medytują, w myślach dziękując za każdy dzień, inni, jak na przykład pani Beata Pawlikowska - budzą się rano, podnoszą swoją dłoń i na każdy z palców próbują znaleźć jakiś pozytyw, 5 czynników, za które są wdzięczni; ja z kolei korzystam z metody Mimi Ikonn, wspaniałej osoby, która mnie osobiście, niesamowicie inspiruje, polega ona na tym, że codziennie rano i wieczorem uzupełniamy "Five Minute Journal" - jest to dziennik, którego autorką jest właśnie Mimi i jej mąż Alex. Nie musisz posiadać takiego dzieniika, wystarczy, że weźmiesz zwykły notes i długopis i odpowiesz na kilka podpunktów: 
1) Jestem wdzięczny za... (podaję co najmniej trzy przykłady)
2) Co uczyniłoby dzisiejszy dzień wielkim? (również wypisuję trzy przykłady)
3) Codzienne afirmacje. Jestem... (i uzupełniam jednym zdaniem)
To była część poranna, czyli taka, którą wykonujemy chwile po obudzeniu, następnie wieczorem jest czas na drugą część, a w niej:
4) Trzy niesamowite rzeczy, które się dziś wydarzyły... 
5) Co mogłem/am zrobić, żeby ten dzień był lepszy?
Pomaga mi to wejść w dzień z uśmiechem, ponieważ zamiast się o coś niepotrzebnie martwić, skupiam się na pozytywach danego dnia. Dziennik nazywa się "Five Minute Journal", bo to naprawdę zajmuje maksymalnie 5 minut dziennie, a jest w stanie wprowadzić Was w nowy dzień z pozytywną energią do działania. Doceniajcie, to co macie, bo poczujecie wartość tego wszystkiego, dopiero jutro, kiedy być może to stracicie.